home

Każdy dzień staram się wyciskać jak cytrynę

  • Napisany przez:
  • Skomentuj
  • Pin it

Mateusz Szymkowiak ma 30 lat, pochodzi ze Skarżyska-Kamiennej. W rodzinnym mieście ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego, następnie studiował socjologię na Uniwersytecie Warszawskim. Uznawany jest za jeden z ciekawszych debiutów telewizyjnych ostatnich lat. Zaczynał w TYGODNIKU SKARŻYSKIM. Popularność przyniosło mu współprowadzenie I edycji programu „The Voice of Poland”. Dziś w TVP 2 jest reporterem „Pytania na śniadanie” i współprowadzącym magazyn kulturalny „Lajk!”. Jeden z odcinków nagrywany był w Skarżysku.…

– Dlaczego zdecydował się Pan jako młody chłopak, uczeń jeszcze, spróbować swoich sił jako dziennikarz w „Tygodniku”?

– Kwestia wyboru mojej życiowej drogi zawodowej nigdy nie była dla mnie problemem. Zawsze czułem i wiedziałem, że chcę być dziennikarzem. Jestem wygadany, ciekawy ludzi i świata, odważny. Zauważyła to moja polonistka z liceum, Pani Profesor Marta Stojecka-Hanc. Spotkanie z nią było jednym z ważniejszych w moim życiu. To właśnie ona pod koniec pierwszej klasy namówiła mnie, żebym ze szkolnymi tekstami wybrał się do redakcji „Tygodnika Skarżyskiego” przy Placu Floriańskim i zapytał o wakacyjne praktyki. Za wcześnie? Nie. Oboje wiedzieliśmy, że to taki zawód, w którym im wcześniej się zacznie, tym lepiej. Pamiętam jak bardzo denerwowałem się przed spotkaniem z Beatą Wojciechowską, ówczesną redaktor prowadzącą „Tygodnika”. Zupełnie niepotrzebnie, bo po dość krótkiej rozmowie przyjęła mnie do zespołu, który wówczas tworzyli: Iza Szwagierek, Anita Staszałek, Ania Ciesielska, Piotrek Stańczak, Maciek Stojecki i oczywiście Jarosław Babicki, redaktor naczelny. A wakacyjne praktyki? Przerodziły się w prawie dwuletnią pracę, którą godziłem z nauką w ogólniaku. Ale to był fajny czas!

– Czy pamięta Pan pierwszy materiał, na którym Pan był, pierwszy napisany do „Tygodnika” tekst?

– Takich wydarzeń się przecież nie zapomina! Pierwszego dnia poszedłem z Anią do Państwowej Szkoły Muzycznej im. Zygmunta Noskowskiego na wywiad z uczniem, który otrzymał stypendium ministerialne. Natomiast dość długo, bo chyba aż trzy tygodnie, czekałem na swój własny tekst w „Tygodniku Skarżyskim”. Miał on może 500 znaków, więc był naprawdę bardzo krótki. Dotyczył atrakcji, które Miejskie Centrum Sportu i Rekreacji przygotowało dla dzieci i młodzieży na wakacje w skarżyskiej pływalni. Pamiętam, że największą trudność sprawił mi wtedy nie sam tekst, a tytuł! Zupełnie nie potrafiłem go wymyślić. Ostatecznie wymyśliła go za mnie Iza. Ona ma po prostu głowę do świetnych tytułów, a poza tym zawsze mi pomagała. Padło na „Aqua-wakacje”. W domu, w Skarżysku, mam wydanie z tym tekstem do dziś!

– Rozumiem, że praca jako dziennikarz w gazecie to nie był „strzał w dziesiątkę” i wybrał Pan telewizję…

– Nie, to zupełnie nie tak. Owszem, to właśnie o telewizji marzyłem od dziecka, ale ja bardzo cenię sobie doświadczenie jakie zdobyłem pracując w prasie. To był najlepszy warsztat dziennikarski. Co z tego, że w szkole pisałem wypracowania i rozprawki na piątki, skoro styl szkolny nijak ma się do tekstów prasowych? Dopiero w „Tygodniku Skarżyskim” nauczyłem się pisać. W czasie studiów aktywnie współpracowałem z ogólnopolskim magazynem studenckim „Eurostudent”, a na III roku trafiłem na dwa lata do redakcji „Fashion Magazine”, gdzie ostatecznie byłem nawet szefem działu „Kultura”. Później już telewizja pochłonęła mnie bez reszty. Ale naprawdę brakuje mi pisania i tak sobie teraz myślę, że ta nasz rozmowa może być dla mnie dobrym impulsem do tego, aby w najbliższym czasie coś zadziałać w tym kierunku.

– Jaki był pierwszy program, który Pan prowadził i jak do tego doszło?

– Już w Warszawie, po I roku studiów zacząłem rozglądać się za praktykami w telewizji. Tak trafiłem do kanału VIVA Polska. W kolorowym świecie telewizji muzycznej uczyłem się podstaw dziennikarstwa telewizyjnego – przygotowania programu, dokumentacji do wywiadu, korzystania z archiwum, elementów montażu, robienia sond ulicznych. Ale pierwszy program w życiu poprowadziłem dopiero na antenie TVP3 Kielce. Dyrektor Ośrodka widział mnie w roli konferansjera „OFF Fashion”, czyli Międzynarodowego Konkursu dla Projektantów i Entuzjastów Mody, który co roku odbywa się w Kielcach i zaproponował współpracę. Tak zacząłem prowadzić „F.F.”, czyli magazyn kulturalny dla dzieci i młodzieży oraz współprowadzić „Kwadrans studencki”. Jakie to były emocje!

– Który z programów był dla Pana najciekawszy, z jakimi zadaniami musiał się Pan zmierzyć?

– Zdecydowanie na dobre moja życiowa przygoda z telewizją zaczęła się od wygrania publicznego castingu na współprowadzącego I edycję „The Voice of Poland”. Telewizyjna Dwójka szukała młodego chłopaka, który jest przebojowy, interesuje się popkulturą, zna języki obce i poprowadzi tzw. backstage. Stwierdziłem, że to dla mnie. Do dziś pamiętam dzień, w którym dowiedziałem się, że to ja wygrałem ten casting. To było spełnienie marzeń, ale jednocześnie skok na bardzo głęboką wodę. Niewiele wtedy umiałem, ale z perspektywy już ponad sześciu lat, które minęły od pierwszej edycji „The Voice of Poland” jestem dumny z tego chłopaka ze Skarżyska, że miał w sobie tyle siły oraz energii i tak dobrze sobie wtedy poradził. Bo przecież to właśnie dzięki temu po zakończeniu programu trafiłem do „Pytania na śniadanie”, w którym jestem reporterem do dziś.

 – Z pewnością spotkał Pan na swojej drodze wiele sław, z kim rozmawiało się najlepiej?

– Spotkania z ludźmi to jeden z najfajniejszych elementów tej pracy, zwłaszcza że ja jestem ich niesamowicie ciekawy. Zapewne gdyby nie praca w mediach w życiu nie poznałbym tylu gwiazd światowego formatu. Wielkie wrażenie zrobił na mnie Sting, który okazał się być absolutnie bez żadnej otoczki gwiazdy. Bardzo mądrze rozmawiało mi się z Halle Berry, Tomem Hanksem, Rickym Martinem i The Kelly Family. Ale chyba najmilej wspominam spotkania z Anastacią, która pod koniec wywiadu chciała nawet, żebym ją pocałował oraz Mansem Zelmerlowem, z którym od razu złapaliśmy bardzo fajny kontakt.

– Ile czasu należy poświęcić, by przygotować się do programu?

– Zupełnie nie ma takiej reguły. „Pytanie na śniadanie” ma bardzo przekrojową formułę, poruszanych jest w nim mnóstwo tematów. Jedne są mi bliższe, inne trochę mniej. W zależności więc od tematu, który realizuję muszę go bardziej lub mniej zgłębić. Jeśli chodzi o magazyn kulturalny „Lajk!”, który współprowadzę w TVP2 to ta praca w ogóle rozłożona jest na cały tydzień, bo oprócz nagrań są przecież jeszcze montaże. Odpowiadając konkretnie na pytanie o czas, raczej mi go brakuje, niż mam go w nadmiarze.

– Czy praca w telewizji jest bardzo stresująca?

– Żyjemy w takich czasach, że dziś niemal każde zajęcie jest stresujące. Na pewno praca w telewizji jest dla osób, które potrafią pracować pod tzw. presją czasu, które lubią nieprzewidywalność. Bywa bardzo nerwowo, zwłaszcza podczas programów na żywo, ale ja chyba właśnie najbardziej za tę adrenalinę kocham telewizję tak mocno.

– Od marca współprowadzi Pan magazyn kulturalny „Lajk”, jak do tego doszło, że się Pan w nim znalazł?

– Już od bardzo dawna chciałem robić program będący połączeniem kultury i rozrywki, w którym znajdują się relacje z gal, planów filmowych, premier teatralnych, nagrań wideoklipów, sesji zdjęciowych, pokazów mody, a do tego wywiady z gwiazdami oraz informacje o nowościach kinowych, muzycznych czy książkowych. Na początku roku w telewizyjnej Dwójce pojawił się pomysł na stworzenie właśnie takiego magazynu. Zostałem zaproszony do jego współprowadzenia oraz redakcji. Bardzo się z tego cieszę, bo tematyka, którą poruszamy w programie jest mi prywatnie bardzo bliska. „Lajk!” można oglądać w TVP2 w soboty zaraz po „Pytaniu na śniadanie”, około 10:50 i w wersji trochę rozszerzonej w niedziele o 19:25. Zapraszam!

– Jeden z odcinków nagrywany był w Skarżysku, czego dotyczył, czy ekipa znalazła się w mieście dzięki temu, że współprowadzący pochodzi ze Skarżyska?

– Od kilku tygodni „Lajk!” ma nową współprowadzącą. To Monika Mazur, aktorka znana m.in. z roli ratowniczki Martyny z dwójkowego serialu „Na sygnale”. Jeden z pierwszych odcinków, który poprowadziła zrealizowaliśmy w Afrykarium w jej rodzinnym Wrocławiu. Nie mogło być inaczej! Tydzień później zawitaliśmy do mojego rodzinnego miasta. Była przepiękna pogoda. Zapowiedzi poszczególnych materiałów nagraliśmy m.in. nad Zalewem Rejów, na Osiedlu Milica, przy Miejskim Centrum Kultury oraz w okolicach dworca PKP. Szczególne miejsce w programie zajęło Muzeum im. Orła Białego, które polecaliśmy jako jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych województwa świętokrzyskiego. A że to magazyn kulturalny to przypomnieliśmy także związki Leopolda Staffa ze Skarżyskiem, o których – niestety! – pamięta coraz mniej osób.

– Jak często gości Pan w rodzinnych stronach, kogo wspomina najczęściej?

– Moi rodzice do dziś mieszkają w Skarżysku, a ponieważ od zawsze mamy ze sobą świetny kontakt, dzwonimy i piszemy do siebie nawet po kilka razy dziennie. W miarę możliwości czasowych dość często się odwiedzamy. Lubię przyjeżdżać do Skarżyska, bo już pomijając fakt, że czas płynie w nim zdecydowanie wolniej, ludzie w nim tak nie pędzą i są dla siebie życzliwi, to po prostu moje miasto, w którym dobrze się czuję. Znam w nim przecież każde drzewo, podwórko i trzepak. W nim się wychowałem i uczyłem, tu mam rodzinę, znajomych i przyjaciół – Kubę Szaniawskiego i Sebastiana Iskrę. Pamiętam, że wyjeżdżając 11 lat temu na studia do Warszawy zorganizowałem imprezę dla bliskich mi osób, w trakcie której zdałem sobie sprawę, że cokolwiek się w życiu wydarzy zawsze będę miał gdzie i do kogo wrócić.

– Czy znajduje Pan czas na życie prywatne, ma jakieś hobby poza telewizją?

– W tym roku skończyłem trzydziestkę i coraz bardziej zacząłem sobie zdawać sprawę z ulotności chwil i uciekającego czasu. Mam do niego wielki szacunek, dlatego każdy dzień staram się wyciskać jak cytrynę. Nawet po najtrudniejszym dniu w pracy odnajduję w sobie siły na wybranie się na ściankę wspinaczkową lub siłownię. Poza tym od dziecka jeżdżę konno i na desce snowboardowej. Sezon na sporty zimowe rozpoczyna się już za miesiąc, a ponieważ je uwielbiam to już nie mogę się doczekać. Osobny rozdział to podróże, zarówno te po kraju, jak i zagraniczne. Ostatnio wymyśliłem sobie, że w lutym pojadę turystycznie do Pjongczangu, gdy akurat będą tam trwały Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Przecież wiadomo, że nie warto trzymać marzeń w klatce.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Ogłoszenia drobne

Ogłoszenia promowane:
Treść ogłoszenia: Kontakt