home

Z Jackiem Słowakiem przez świat

  • Napisany przez:
  • Skomentuj
  • Pin it

By przedostać się do Indii ekipa Jacka Słowaka, nauczyciela Społecznej Akademii Nauk w Kielcach musiała skorzystać z przelotu samolotem. Niestety z planu wyprawy musieli wykluczyć Pakistan, ponieważ odmówiono im wydania wizy. Na kolejnym etapie wyprawy dookoła świata nie brakowało przeżyć i przygód.…

Ogromny przepych

Kolejny etap podróży zaczęli od Abu-Dhabi, skąd odebrała ich koleżanka pana Jacka Kasia.

– Mieliśmy jeden dzień, a chcieliśmy odwiedzić choć kilka interesujących miejsc wyspy Abu-Dhabi. Tor Formuły 1 Yas Marina Circuit nie mógł oczywiście zostać ominięty. Zwiedziliśmy również ogromny Biały Meczet (12 hektarów!) zbudowany z inicjatywy pierwszego prezydenta kraju – opowiada Jacek Słowak. – Za sprawą śnieżnobiałej fasady (będącej symbolem czystości i pobożności) oraz swoich nadnaturalnych wprost rozmiarów jest widoczny z wszystkich trzech łączących wyspę ze stałym lądem wysp. W tym największym meczecie na świecie obowiązują turystów ścisłe reguły – należy mieć na sobie odpowiedni strój nawet, gdy chcemy tylko zrobić sobie zdjęcie z meczetem w tle – jeśli nie dostosujesz się do tego wymogu, masz jak w banku bezpośrednie spotkanie ze służbami porządkowymi. Dla panów obowiązkowe są długie spodnie i zakryte ramiona, natomiast dla kobiet – uogólniając – zasłonięte włosy i ubiór przypominający rozciągnięty worek – długa bardzo luźna spódnica i szeroka bluzka z długimi rękawami. A temperatura w cieniu to „tylko” 30 stopni C. Niemniej jednak budowla zapiera dech w piersiach – dodaje.

Udało się zwiedzić najbardziej luksusowy hotel na świecie – Emirates Palace.

– Poziom luksusu jest tam tak wysoki, że powszechnie nie jest on nazywany hotelem, lecz pałacem. Gościom tego miejsca przydzielani są osobiści kamerdynerzy, którzy czuwają nad ich komfortem i wygodą. Obok pól naftowych jest to najbardziej dochodowy interes w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – podkreśla pan Jacek.

Ekipa się powiększyła

Do Jacka i Michała wreszcie dołączyli pozostali członkowie wyprawy – Łukasz, Paweł i Wojtek.

– W stolicy Indii wylądowaliśmy o 2 nad ranem już w pięcioosobowym składzie. Przezornie zarezerwowaliśmy sobie miejsca noclegowe w tanim hostelu i po krótkim odpoczynku, gdy nastał dzień ruszyliśmy odkrywać blaski i cienie Delhi – opowiada Jacek Słowak.

To co zaskoczyło ekipę najbardziej to wszechobecny brud, śmieci, potworny hałas, unoszący się w powietrzu duszący smród i ogromne zatłoczenie.

– W tym mieście żyje 11 mln ludzi! Jeszcze będąc w Europie szukaliśmy przez Internet przewodnika, który pomógłby nam poruszać się po aglomeracji. Człowiek, którego znaleźliśmy sprawiał wrażenie bardzo sympatycznego i znającego się na rzeczy, dlatego postanowiliśmy skorzystać z jego usług – relacjonuje pan Jacek.

Jako środek komunikacji wybrali ryksze.

– Nasz przewodnik zaprowadził nas na obiad, zapewniwszy uprzednio o tym, że zna miejsce, gdzie można niedrogo zjeść, po czym za kufel marnego piwa zażądano od nas równowartości 36 zł – staliśmy się podejrzliwi. Kiedy później, gdy chcieliśmy uzupełnić zapasy wskazał nam sklep, gdzie sprzedawca naliczył za podstawowe produkty kosmiczną wprost marżę – mocno nas to zirytowało. Pewności, co do tego, że mamy do czynienia z pospolitym oszustem nabraliśmy, kiedy wyszło na jaw, że nasz pilot pobiera od właścicieli niektórych sklepów prowizję za to, że przyprowadza do nich turystów „do oskubania”. Jakby tego było mało, oszust chciał wymienić nam walutę wg zmyślonego, a miażdżąco dla nas niekorzystnego kursu. Zrobiło się nieprzyjemnie, zrezygnowaliśmy z jego „usług” – dodaje.

Trzy dni w Delhi

W Delhi ekipa zwiedziła Czerwony Fort – twierdzę, ufortyfikowany pałac, który wybudował z czerwonego piaskowca piąty z Wielkich Mogołów Shah Jahan. Obiekt wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

– Odwiedziliśmy także Grobowiec Humajuna – miejsce spoczynku władcy Indii z dynastii Wielkich Mogołów. Jest to monumentalna budowla łącząca architektoniczny styl indyjski ze sztuką perską. Obiekt osadzony jest wśród rozległego ogrodu krajobrazowego. Styl ten w późniejszym okresie znalazł zastosowanie przy budowie słynnego Tadż Mahal. Grobowiec także jest na liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO – podkreśla Jacek Słowak.

Przeszli także przez Bramę Indii – ogromny 42-metrowy pomnik z 1921 r., przypominający łuk triumfalny – ufundowany ku chwale indyjskich żołnierzy poległych w walce na I wojnie światowej oraz w wojnach z Afganistanem.

– Jako biali turyści byliśmy wprost zasypywani propozycjami nie do odrzucenia. Na widok białych przybyszów sprzedawcy waty cukrowej, balonów i płyt, z ożywieniem odkładają na bok barwne towary i natychmiast z kieszeni wyciągają paczuszki z haszyszem. Wystarczy tylko popatrzeć na nich dłużej niż 3 sekundy. Zawsze do usług. Podobno w Indiach to bardzo powszechne – opowiada pan Jacek.

Kierunek Himalaje

Majki, Łukasz i pan Jacek postanowili udać się na północ w kierunku Himalajów. Ich celem była kraina „wysokich przełęczy”, czyi Ladakh, położona pomiędzy głównym pasmem Himalajów, a górami Karakorum.

– Dotarliśmy do jej stolicy – Leh, która leży już na terenie Himalajów na wysokości 3015 m.n.p.m. Przybyliśmy tam o trudnej porze roku – była zima, temperatura w dzień bliska była 0 stopni C, natomiast w nocy spadała poniżej 10 stopni C. Gdy tylko się tam pojawiliśmy pojawiły się problemy związane z chorobą wysokościową. Czuliśmy się coraz gorzej, męczyły nas ciągłe zawroty głowy, ciężki oddech, a w dodatku choć, doskwierało nam wielkie zmęczenie, mieliśmy duże trudności z zasypianiem – wspomina pan Jacek.

Podczas trzydniowej aklimatyzacji postanowili zwiedzić Leh i okolicę.

– Ladakhu to istny raj dla miłośników gór, można poznać egzotyczne tradycje i obyczaje plemion Orientu. Kraina ta leży obecnie w granicach państwa indyjskiego i jest ostatnim niezniewolonym jeszcze przyczółkiem tybetańskiego buddyzmu – podkreśla Jacek Słowak. – Wędrując jej ścieżkami mija się zamieszkane przez mnichów gompy (wkomponowane w skaliste zbocza budynki pełniące rolę ośrodków modlitwy), czy stupy buddyjskie budowle sakralne w kształcie odwróconych czaszy, wieżyczek o kształcie dzwonu – będące czymś w rodzaju relikwiarzy, symbolizują oświecony stan Buddy). Wędrowaliśmy także nad Doliną rzeki Nubry – jedną z najwyżej położonych dróg świata – na wysokości 3050 m.np.m. W Leh zwiedziliśmy Pałac królewski, wzorowany na zimowej rezydencji władców Tybetu znajdującej się w Lhasie – dodaje Jacek Słowak.

Odwiedzili także buddyjski klasztor w miejscowości Hemis, lamaistyczny klasztor Thiksey zbudowany w XVw. oraz także XV-wieczny klasztor w Spituk.

Z przewodnikiem w góry

Zanim wyruszyli w góry w Leh wypożyczyli dodatkowe śpiwory, odpowiednie ubrania, niezbędne narzędzia. Postarali się także o przewodnika.

– Pierwszego dnia maszerowaliśmy 7 godzin z wysokości 3600 m.np.m do wysokości 420 m.n.pm. – przewyższenie wynosiło jak widać tylko 600 m.n.p.m, ale z uwagi na trudne warunki pogodowe i wyjątkowo nieprzyjazną takim wspinaczkom zimę droga była ciężka – opowiada Jacek Słowak.

Choroba wysokościowa, która dopadła Łukasza, zmusiła ekipę do postoju.

– Rozbiliśmy namioty, roztopiliśmy trochę śniegu, aby wystarczyło na zalanie zupek w proszku, które służyły nam za pożywienie. Rano, po wypiciu gorącej herbaty zdecydowaliśmy jednak jednogłośnie, że idziemy dalej. Do przełęczy Munta Andal, na wysokość 5010 m.n.p.m. dotarliśmy po 9 godzinach marszu. Byliśmy wykończeni, ale ogarnęła nas wielka radość i ulga, że się udało – opowiada. – Odpoczynek nie mógł być zbyt długi, trzeba było zejść niżej – przemaszerowaliśmy następne 8 godzin. Obudziwszy się następnego dnia, ruszyliśmy w doliny. Po kilku godzinach spotkaliśmy na drodze czworo Tybetańczyków. Zaprosili nas do swojej osady. Było to spotkanie z prawdziwym ludem gór – ludźmi, na których twarzach i rękach widać było ślady ciężkiej pracy. Zostaliśmy nakarmieni pysznymi plackami ziemniaczanymi z sałatą, mącznymi plackami pieczonymi na blasze oraz zupą z wołowiny. Z wdzięcznością przyjęliśmy także zaoferowany nocleg w ich kamiennej chacie – dodaje.

Do Leh schodzili 6 godzin, wrócili do Delhi, a stamtąd udali się do miasta Agra, gdzie znajduje się bardzo wiele zabytków kultury islamu – w tym m.in. Tadż Mahal, jeden z Siedmiu Cudów Świata.

– Tadż Mahal wzbudza szczery zachwyt, a cudowny rozległy na 17 hektarów ogród otaczający budowlę raduje oczy pięknem egzotycznej roślinności. O ile Tadż Mahal zachwyca pięknem na zewnątrz, to jego wnętrze nie wynagradza długich godzin przeczekanych w kolejce. W środku jest po prostu…pusto – dodaje pan Jacek.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud