home

Z Jackiem Słowakiem przez świat

  • Napisany przez:
  • Skomentuj
  • Pin it

W Turcji ekipie bardzo szybko udało im się złapać stopa. Ciężarówką prowadzoną przez Turków kierowali się w stronę Gruzji. Spotkali wielu ludzi pełnych pasji i chęci odkrywania świata. Dołączył do nich po drodze Rosjanin, który również planował podróż dookoła świata.…

Autostopem do Gruzji

– Trzeba przyznać, że Turcja to kraj bardzo przychylny autostopowiczom. Gdy wyszliśmy na drogę udało nam się znaleźć transport już po upływie pół godziny – wsiedliśmy na ciężarówkę prowadzoną przez Turków. Kierowaliśmy się w stronę Gruzji – opowiada Jacek Słowak.

Aby dojechać do Batumi dwukrotnie musieli się przesiadać.

– Najpierw złapaliśmy mlekowóz, którym przejechaliśmy kawałek drogi, po czym ostatni odcinek udało nam się pokonać w samochodzie osobowym z bardzo sympatycznym kierowcą. W ogóle, w czasie drogi spotkaliśmy się z dużą życzliwością ludzi, służyli radą i oferowali pomoc. Z każdym bez trudu można było porozumieć się po angielsku. W sumie podróż do Batumi trwała 22 godziny. Nie będę ukrywał, że w Gruzji zarówno ja jak i Majki bywaliśmy już niejednokrotnie wcześniej, mamy więc tam już liczne grono przyjaciół. Umówiliśmy się zatem, że udamy się do Gori do domu Waleriana. Jadąc, po drodze zatrzymaliśmy się, aby zabrać z drogi autostopowicza. W ten sposób poznaliśmy Witię – Rosjanina, który zapytany po rosyjsku, dokąd zmierza, odparł, że dookoła świata! Ciekawy zbieg okoliczności. Zaproponowaliśmy więc by przez kilka dni przyłączył się do nas i podróżował wspólnie – dodaje pan Jacek.

Gruzińska uczta

W Gori czekała na nich wspaniała niespodzianka – prawdziwa gruzińska uczta – supra.

– Mogłoby się wydawać, że to tylko uroczysty posiłek, jakich wiele zdarza się w ciągu roku niezależnie od narodowości czy zwyczajów. Nic bardziej mylnego – supra ma wypracowany system praw, które należy szanować. Przede wszystkim nie jest to zwykły posiłek – jedzenie odgrywa istotną rolę, lecz stanowi jedynie akompaniament, bowiem istotą supry jest SPOTKANIE, wspólne biesiadowanie, które u Gruzinów może trwać bardzo długo. Kwintesencją spotkania są licznie wznoszone toasty. Obowiązuje tutaj swoista hierarchia – uczcie przewodzi tamada to on ustala porządek toastów, on również decyduje, o tym kiedy nadchodzi najlepszy moment, by wznieść kolejny toast. On również wygłasza toasty – i nie są to krótkie zdawkowe formułki, ale rozbudowane, czasem nawet kilkuminutowe oratorskie popisy, finezyjnie skonstruowane, to wzruszające w swym przekazie, to wprawiające w zadumę, z nutką melancholii, innym razem znów dowcipne, wywołujące salwy śmiechu wśród zebranych – opowiada pan Jacek.  – Atmosfera takiej uczty oczarowuje, czas staje w miejscu liczy się tylko spotkanie. Wielki stół uginał się od pysznego jedzenia – aromatycznych mięsnych szaszłyków, półmisków warzyw, mis owoców, talerzy kiełbasek oraz desek serów, będących specjalnością gruzińskiej kuchni. Gdy zasiedliśmy do biesiadowania uderzyła mnie myśl, że oto przy wspólnym stole w atmosferze przyjaźni i wzajemnej życzliwości siedzą Gruzini, Polacy, Armeńczycy, Osetyjczycy, Rosjanie i Polacy – ponad wszelkimi politycznymi zawirowaniami, uprzedzeniami i stereotypami. Przy tamtym stole nie było najmniejszego śladu podziałów i niechęci, nie było rezerwy i nieufności. Było za to spotkanie zwykłych ludzi, którzy wzajemnie się wspierają i są ze sobą razem – dodaje.

Życzliwi ludzie na drodze

Pan Jacek odbył w swoim życiu wiele podróży i wspominając je wszystkie oraz napotkanych ludzi, z pełnym przekonaniem stwierdza, że nigdzie nie spotkał narodu, który kochałby Polaków tak jak Gruzini.

– Nigdzie nie spotkała mnie i moich towarzyszy podobna życzliwość, otwartość i szacunek – wystarczyło tylko, że jestem Polakiem. Wspomnienia z Gruzji, ilekroć tam jestem, zawsze należą do najpiękniejszych – mówi.

Czas w Gruzji spędzili aktywnie, zwiedzili miasto Gori – ziemię, która wydała na świat Józefa Stalina.

– Znajduje się tam muzeum poświęcone jego osobie. Odwiedziliśmy Abchazję – niesamowite wrażenie zrobiły na nas skalne miasta. Później Svanetia – wysokogórski region Gruzji znajdujący się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, kraina ośnieżonych szczytów i kamiennych niezdobytych baszt. Znowu spotykaliśmy na drodze przesympatycznych ludzi. Odwiedziliśmy także Uszguli – maleńką średniowieczną wioskę, dla której zatrzymał się czas. Podeszliśmy także pod majestatycznie wznoszącą się górę Kazbek – „Zamarznięty szczyt” – mówi.

Z przyjaciółmi do Azerbejdżaniu

Jacek Słowak, Walerian, Majki, Witia i ich gruziński przyjaciel Giga wspólnie postanowili dotrzeć do Azerbejdżanu.

– W drogę wyruszyliśmy 14-letnią toyotą, jednak przy przejściu granicznym okazało się, że abyśmy zostali wpuszczeni do Azerbejdżanu z samochodem, musielibyśmy uiścić tzw. kaucję za samochód” w wysokości – uwaga – 12 tys. euro! Bez większych obiekcji zostawiliśmy więc auto przy granicy, a do Azerbejdżanu weszliśmy pieszo – opowiada Jacek Słowak.

Autostopem dojechali razem do Baku, zajęło im to 14 godzin.

– Jako, że pięcioosobowej drużynie trudno jest „złapać” samochód osobowy, zdani byliśmy na łaskę kierowców ciężarówek. Udało się. W Baku zwiedziliśmy tzw. Złamaną Wieżę z 1078 r., Pałac Szachów oraz bardzo ważne dla wszystkich Ormian Aleję Honorów, czyli cmentarz i miejsca pamięci. Noc spędziliśmy w hostelu w dziesięcioosobowym pokoju. Gdy obudziliśmy się o 7.00 rano Witia zniknął. Około 9 wkroczył do pokoju niosąc chleb, mleko i smalec – okazało się, że od świtu najął się do noszenia worków z ziemniakami, aby zarobić na śniadanie dla nas, ponieważ chciał nas ugościć i wyrazić w ten sposób wdzięczność za wspólną przygodę mów pan Jacek.

Wreszcie przyszedł czas na rozstanie z rosyjskim przyjacielem. On skierował swe kroki w kierunku północnego Azerbejdżanu, natomiast Jacek i Majki udaliśmy się w kierunku granicy z Iranem. Giga i Walerian wrócili do Gruzji, do domu.

– Witia towarzyszył nam przez 8 dni, przeszedł z nami wiele kilometrów w Gruzji i Azerbejdżanie. Pytany o planowany powrót do ojczyzny planował go na 2017 rok. W dalszych etapach naszej wyprawy pozostawaliśmy z nim w kontakcie – ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że gdy Witia zawitał do Senegalu, spotkał nagle miłość, zakochał się w pewnej kobiecie, co sprawiło, że odroczeniu na czas nieokreślony uległa nie tylko data jego powrotu do Rosji, ale pod znakiem zapytania znalazła się kwestia kontynuowania wyprawy dookoła świata. Dziś na razie nie mamy żadnych wiadomości o Witii – wspomina pan Jacek.

Tysiące kilometrów, wielu niesamowitych ludzi

Przemierzając tysiące kilometrów ekipa spotkała na swojej drodze wielu niesamowitych ludzi, prowadzących nieszablonowy styl życia.

– Pewnego dnia poznaliśmy młodego chłopaka – Szwajcara, który działając w rozmaitych wolontariatach znajdował się w podróży już od 7 lat! Innym razem trafiliśmy na człowieka, który, aby spełnić marzenie o zwiedzaniu świata wyruszył z domu bez grosza przy duszy, po drodze chwytając się każdego zajęcia, by zarobić na dalszą drogę. Było wiele, wiele innych osób, bardzo różnych osobowości, z których emanowało coś wspólne im wszystkim: pasja życia, pragnienie odkrywania świata, poznawania jego piękna. Każdy z tych ludzi był wyjątkowy, a historie ich życia fascynowały bardziej niż niejedna powieść, czy film. Spotkanie ich na trasie wędrówki to najpiękniejsza pamiątka z podróży – dodaje Jacek Słowak.

CDN

Podróż dookoła świata możliwa była dzięki Stowarzyszeniu Salutem i Społecznej Akademii Nauk w Kielcach

 

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud