home

Z Jackiem Słowakiem przez świat

  • Napisany przez:
  • Skomentuj
  • Pin it

W ciągu miesiąca odwiedzili 11 państw, przejechali 17.000 kilometrów specjalnie przystosowanym do wyjazdu Mercedesem Sprinterem. Podróżując po Azji Środkowej spotkali wielu życzliwych ludzi, przeżyli ciekawe przygody. Organizatorem wyprawy było Stowarzyszenie Salutem i Społeczna Akademia Nauk w Kielcach.…

Przez Ukrainę, Mołdawię do Kazachstanu

W wyprawie do Azji Środkowej z Jackiem Słowakiem, prezesem Stowarzyszenia Salutem i wykładowcą w Społecznej Akademii Nauk w Kielcach, uczestniczyli studenci i absolwenci Społecznej Akademii Nauk, mieszkańcy Skarżyska, Starachowic, Kielc.

– Naszym celem było zwiedzenie Azji Środkowej, bo praktycznie tylko te miejsca nam w Azji zostały do zobaczenia – podkreśla Jacek Słowak.

Wyjechali 10 czerwca i udali się w kierunku Ukrainy, potem Mołdawii. W stolicy Mołdawii – Kiszyniowie spotkali się ze studentami tamtejszego uniwersytetu. Pan Jacek miał tam wykład.

– Odwiedziliśmy największą winnicę świata Krikowa. Znajduje się pod ziemią. To ponad 200 kilometrów podziemnych tuneli po brzegi wypełnionych winem – wspomina Jacek Słowak.

Pierwsze problemy pojawiły się kiedy jechali w kierunku Odessy. Musieli przejechać przez Republikę Naddniestrze. Zażądano tam od nich dużych opłat. Postanowili zaryzykować i wymyślili fortel.

– Powiedziałem, że mam w aucie chorego. Paulina udawała, że ma padaczkę i tak udało nam się dojechać do Odessy. To bardzo piękne miasto. Chcieliśmy zobaczyć tam schody Potiomkinowskie, gigantyczne schody będące symbolicznym wejściem do miasta, najbardziej rozpoznawalny w świecie symbol Odessy – podkreśla Jacek Słowak.

W Odessie zabawili dwa dni i dalej skierowali się w stronę Krymu. Tam pojawiły się kolejne „schody”.

– Potraktowano nas tam miło, ale kazali nam pokazać specjalne przepustki z Moskwy, których nie mieliśmy. Udaliśmy się w górę Ukrainy, w kierunku Dniepropetrowska, Charkowa i Kazachstanu. Pierwszym miastem był Uralsk. Jechaliśmy 30 km/ h takie były dziury. Później drogi były jeszcze gorsze. Przeszliśmy natarczywe kontrole, 3 razy musieliśmy dawać łapówki – wspomina pan Jacek.

W Ałmaacie skierowali się w kierunku Bajkonuru, czyli najstarszego i największego kosmodromu.

– Mieszkają tam Rosjanie pracujący przy stacji kosmicznej. Okazało się jednak, że nie można tam wjeżdżać bez przepustek. Przejechaliśmy już pod 3 tysiące kilometrów i nie chcieliśmy zrezygnować – wspomina Jacek Słowak.

Z pomocą przyszli miejscowi.

– Daliśmy 100 rubli i jeden taksówkarz wywiózł nas z drugiej strony miasta pod płot i kazał przechodzić. Z drugiej strony czekał już na nas kolejny taksówkarz. Zabronili nam mówić po polsku i tak zwiedziliśmy miasto z samochodu, po czym znowu odwieziono nas pod płot i wróciliśmy – dodaje.

 Kirgistan zachwycił krajobrazem

Kolejnym celem był Kanion Szaryński, który graniczy już z Chinami.

– Porównywany jest do znanego na świecie Wielkiego Kanionu Kolorado, ale jest zdecydowanie bardziej urokliwy, choć mniejszy – podkreśla pan Jacek. – Choć turystów jest tam mało spotkaliśmy się z Polakami na rowerach. Jechali do zatopionego jeziora Kaindy. Droga nie była łatwa, powylewały rzeki i nie mogliśmy dojechać. Nie chcieliśmy się jednak poddawać. Wynajęliśmy marszrutkę i tak udaliśmy się do celu. Zastała nas tam noc. Po drodze spotkaliśmy naszych rowerzystów, którzy jak się okazało zostali bez pieniędzy, jedzenia, bez znajomości języka. Pomogliśmy im – wspomina pan Jacek.

Jezioro Issyk Kul w Kirgistanie był następnym punktem wyprawy.

– To najpiękniejsze jezioro świata, położone w górach – mówi Jacek Słowak.

Zaliczono też Trakt Pamirski – Osz – Duszanbe, który ciągnie się przez Tadżykistan przy granicy Chińskiej.

– To najpiękniejsza droga Azji Środkowej, która liczy ponad 700 km. Wznieśliśmy się samochodem na najwyższy punkt 4655 m n.p.m. Spotkaliśmy po drodze turystów z Niemiec, Szwajcarii, którzy podróżowali na motorach i rowerach – dodaje. – Po drodze zatrzymali na ludzie na koniach i zapytali czy mamy papierosy. Ponieważ zostało nam tylko dwa powiedzieliśmy, że nie mamy. Wtedy oni wyjęli tytoń i zaczęli nam kręcić papierosy. To byli pasterze, którzy zaprosili nas do swojej jurty. Poczęstowali nas kobylim kwaśnym mlekiem, jeździliśmy koniem po stepach. Wieczorem na kolację podali nam baranią głowę z oczami. To wielki zaszczyt. Żeby nie obrazić gospodarza trzeba było zjeść. Oczy były trochę twarde, ale popiłem to mlekiem. To ludzie bardzo uczynni, gościnni, pomocni, zadowoleni z życia – opowiada pan Jacek.

Cztery dni bez mycia, awaria auta

Z przykładem gościnności nasza ekipa spotkała się także w Tadżykistanie. Późną nocą udało im się dotrzeć do miejscowości Chorog.

– Nie myliśmy się już od czterech dni i udało nam się tam znaleźć łaźnię. Mieliśmy też przygodę z samochodem, urwał się wahacz, a tu 5.000 km do domu, całe szczęście udało się naprawić – podkreśla pan Jacek. – Próbowaliśmy kuchni tadżikistańskiej, w Duszanbe zachwyciły nas kręte drogi, pionowe skały. Takich wspaniałych widoków nie widziałem nigdy. Są tam też niebezpieczne urwiska, kilkanaście metrów bez zabezpieczeń.

Także w nocy wyprawa dotarła nad Jezioro Aralskie.

– Spotkaliśmy tam tubylca, który zabrał nas do domu, do łaźni, a jego żona zrobiła kolację. Zabrali nas później na przejażdżkę po Aralsku, gospodarz umył nam samochód, poczęstowano nas śniadaniem, zabrano na targ. To był przykład wspaniałej gościnności tych ludzi. Z nimi też pojechaliśmy nad jezioro. Wody nie było, stały tylko opuszczone kutry – mówi pan Jacek.

Powrót do domu z przygodami

W końcu nadeszła pora powrotu. Ostatnim celem wyprawy był Wołgograd w Rosji i Astrachań.

– Około 700 km jechaliśmy z prędkością 10 km/h. Po drodze brakło nam wody, padła klimatyzacja, a w środku było 50 stopni. Na 150 km mijał nas jeden samochód. W końcu spotkaliśmy człowieka na wielbłądzie i dał nam kwaśnego mleka wielbłądziego do picia – opowiada.

W Wołgogradzie zobaczyli pomnik ku czci i chwale poległym radzieckim żołnierzom walczącym w bitwie stalingradzkiej. To jedna z najwyższych rzeźb na świecie, symbol i atrakcja turystyczna Wołgogradu.

– Ma ponad 80 metrów wysokości. To cudowne, charyzmatyczne miejsce. Na lokalizację pomnika wybrano Kurhan Mamaja, najwyższe wzniesienie. Prowadzi do niego 200 stopni schodów – tyle samo dni trwała bitwa stalingradzka – przypomina pan Jacek.

O kolejnych wyprawach Stowarzyszenia Salutem, których członkowie wrócili z ekspedycji z Japonii, Ameryki Północnej i Południowej w kolejnych numerach TYGODNIKA.
Warto też śledzić stronę internetową i Facebooka Stowarzyszenia Salutem – www.salutem2016.wordpress.com, gdzie umieszczane są zdjęcia z wypraw oraz informacje o planowanych wyjazdach.

 

Zobacz również

Dodaj komentarz

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Ogłoszenia drobne

Ogłoszenia promowane:
Treść ogłoszenia: Kontakt
Działki w Czerwonym Moście (500 m od granicy Końskich): 600 m kw. i 900 m kw., woda, kanalizacja, gaz, sprzedam. Tel.: 510 311 115
Email: dyzjan@gmail.com
Średnie i Gimnazjum w rok! Matura dla dorosłych! Tel.: 660 365 225
Strona www: ckefekt.pl