home

Thriller z Suchedniowem w tle

  • Napisany przez:
  • Skomentuj
  • Pin it

Kazimierz Krycz od 21 lat pracuje w policji, ale już od podstawówki zaczął pisać. Twórczość literacką traktuje jako odpoczynek. Jego ostatnia książka „Dziewczyny, które miał na myśli” przenosi bohaterów do Suchedniowa. Z pewnością warto po nią sięgnąć.…

– Kiedy rozpoczęła się Pana przygoda z pisaniem i co do tej pory udało się wydać?

– Od podstawówki kleciłem wierszyki, zresztą zdarza mi się to do tej pory. Jednak dużo więcej satysfakcji dawało mi tworzenie prozy. Tak całkiem na serio zająłem się tym dopiero po studiach, wtedy, gdy zacząłem służbę. Myślę, że w dużej mierze popchnęły mnie do tego właśnie doświadczenia związane z pracą w policji. Takie odreagowanie. Stąd tematyka tekstów, najczęściej oscylująca wokół grozy i thrillera. Pierwszy zbiór opowiadań „Piknik w piekle”, którego byłem współautorem, ukazał się w 2004 roku. Nie ustawałem w walce na literackiej niwie, tak więc obecnie mam na koncie cztery powieści i pięć zbiorów opowiadań napisanych we współautorstwie, a także dwa, że tak to ujmę – własne zbiory opowiadań, czyli „Femme fatale” i „Okruchy mroku”, oraz dwie powieści: „Podwójna pętla” i wchodzące właśnie na księgarskie półki „Dziewczyny, które miał na myśli”.

– Kto lub co zainspirowało Pana do pisania?

– Zawsze dużo czytałem. A kiedy życie dało mi w kość, poczułem, że mam w sobie doświadczenia, emocje i myśli, które warto z siebie wydobyć. Taki wewnętrzny przymus, któremu nie potrafiłem się przeciwstawić.

– Jakie gatunki literackie Pan preferuje?

– To zależy od tego, jaki aktualnie mam nastrój. Lubię zarówno ciężką, egzystencjalną prozę, jak i lżejszą, taką jak thriller czy kryminały, szczególnie w wersji noir.

– Jak godzi Pan pracę zawodową z pisaniem?

– Cóż, poza służbą w policji pełnię też funkcję kuratora społecznego. Rodzina, rzecz jasna także domaga się uwagi… Szczerze mówiąc nie jest łatwo. Siłą rzeczy muszę traktować twórczość literacką jako odpoczynek (śmiech). Choć każdy, kto coś pisze, wie że nie zawsze jest tak kolorowo.

– Ile czasu poświęca Pan na pisanie?

– Nie tyle, ile bym pragnął. Na pewno też więcej, niż chciałaby moja żona… A tak na serio; jeśli nie udaje mi się przez kilka dni napisać choćby zdania czy dwóch, wpędza mnie to w stany depresyjne. Po prostu pisanie stało się dla mnie czymś w rodzaju nałogu. Nie zawsze daje mi frajdę, ale jeśli go brakuje, bardzo szybko pojawiają się objawy odstawienia.

– W ostatniej Pana książce „Dziewczyny, które miał na myśli” akcja przenosi się do Suchedniowa, dlaczego, czy ma Pan związek z tym miastem?

– To dłuższa historia, a konkretnie trzyletnia. W 2014 roku organizatorzy odbywającego się właśnie w Suchedniowie konwentu Jagacon zaprosili mnie do udziału w tej fantastycznej imprezie. Na dwie kolejne edycje zresztą też, z czego oczywiście niezmiernie się cieszyłem. Poza typową aktywnością konwentową, czyli rozmowami z czytelnikami, prelekcjami i panelami dyskusyjnymi, skorzystałem bowiem z okazji, by pozwiedzać miasto, w czym pomógł mi mieszkający w okolicy Darek Kuchniak, który opowiedział mi zarówno o jego historii, jak i współczesności. Przyznam się, że w Suchedniowie zakochałem się od pierwszego wejrzenia, tak więc po tym pierwszym razie przyjeżdżałem na Jagacon z rodziną i znajomymi.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud