Rozstrzelani, spaleni i … zapomniani

Gorące tematy Rozmaitości

Jan Wąsowski z podskarżyskiego Michałowa nie ustaje w staraniach, aby godnie upamiętnić tych, których niemieccy okupanci podczas II wojny światowej zamordowali i spalili w graniczącym z Majkowem lesie.

– Trzeba zrobić wszystko, aby jak najszybciej na leśnych – polanach śmierci, powstał rodzaj dydaktycznej ścieżki i godne pomnikowe upamiętnienie – przypominające ofiary okrutnych, hitlerowskich zbrodni, wśród których byli nie tylko Żydzi i Polacy, ale również przymusowi robotnicy innych narodowości –  podkreśla nasz rozmówca, który wraz grupką podobnych pasjonatów lokalnej, tragicznej historii już od kilku lat podejmuje działania, aby pozostałe jeszcze w ludzkiej pamięci strzępy okrucieństw niemieckich oprawców i ich pomocników, zachować – jako przestrogę i ostrzeżenie przed moralnie zabójczą – niepamięcią…

Mordercza praca i głodowe wycieńczenie

Nie tylko przy amunicyjnej produkcji, w Hugo Schneider A.G.  czyli „Hasagu” zatrudniano również przymusowych robotników. Ta darmowa „siła robocza”, stłoczona w zimnych barakach i … zawsze głodna, wegetowała w przyfabrycznym obozie pracy. Wśród jego nadzorców, byli m.in. niemieccy pomocnicy narodowości ukraińskiej, sprowadzeni do Skarżyska przez okupantów z terenów Zamojszczyzny.

Los tych przymusowych robotników był z góry – przesądzony. Wykorzystać ich maksymalnie do zbrojeniowej produkcji, na frontowe potrzeby niemieckiej armii, a w przypadku „zdrowotnej nieprzydatności” lub też innych dolegliwości czy wieku – zlikwidować…

Tych, którzy z powodów chorób czy też morderczego wycieńczenia, nie nadawali się już do niewolniczej pracy w niemieckiej fabryce zbrojeniowej – mordowano strzałem w tył głowy i „składowano” w leśnych dołach, posypywano łatwopalnym odpadkami z amunicyjnej produkcji w „Hasagu” – i spalano…

Z szacunkowych danych wynika, że w ten okrutny sposób stracono około 30 – 35 tys. przymusowych robotników. Uwzględniając tę liczbę nazistowskich ofiar, leśny teren należący do „Hasagu” był miejscem największej zbrodni okupacyjnego ludobójstwa na Kielecczyźnie.

– I to miejsce męczeństwa tak wielu niewinnych ludzi, wyniszczonych morderczą, przymusową pracą w zbrojeniowych zakładach, zarządzanych przez niemieckiego okupanta musi być godnie i odpowiednio, upamiętnione.  Konieczne są również skuteczne starania o uzyskania statusu miejsca pamięci narodowej – podkreśla Jan Wąsowski.

 

„Ukryty” pomnik niepamięci i … złodzieje

Jeszcze długo po wyzwoleniu Skarżyska, niewiele się mówiło o tym przerażającym miejscu… Dopiero w późniejszych latach, na leśnej polanie ówczesne zakłady Metalowe „Mesko” ufundowały skromny , ” lastrikowy obelisk, na którym przymocowano mosiężną tablicę. Ale napis na niej był bardzo lakoniczny i bynajmniej nie do końca zgodny z historyczną prawdą.

Choć ten pomnik, mimo wszystko przypominał o nieludzkich czasach hitlerowskiej okupacji i niemieckich zbrodniach z tego okresu, oglądany był tylko przez nielicznych. Z prozaicznego, ale dość oczywistego powodu… Prze długie dziesięciolecia znajdował się bowiem za fabrycznym i strzeżonym przez wartowników ogrodzeniem. Zakładowy las był częścią zbrojeniowej fabryki i do dziś jej własnością pozostaje.

Dopiero w późnych latach 90-tych minionego wieku, zwieńczone kolczastym drutem ogrodzeniowe siatki zniknęły, a wraz z nimi mosiężna tablica ze skromnego pomnika. Wtajemniczeni twierdzą, że bynajmniej nie trafiła ona do jakiegoś „kolekcjonera” historycznych pamiątek, ale do zwyczajnego „zbieracza” przeróżnych metali, który sprzedał ów łup, w jakimś punkcie skupu złomu…

Od tego złodziejskiego zdarzenia, choć coraz bardziej zniszczony obelisk wprawdzie wciąż stoi na śródleśnej polance, ale nikt by nie wiedział kogo i dlaczego upamiętnia… Znalazł się jednak jakiś dobry człowiek, który na sośnie obok zniszczonego pomnika przymocował fotografię skradzionej, mosiężnej tablicy i aby treści pomnikowego napisu deszcz nie zmył osłonił ją pleksiglasem…

 

 Chwała okolicznym mieszkańcom za przejaw troski

– Chwała okolicznym mieszkańcom za ten zwyczajny, odruchowy przejaw troski o naszą polską, narodową tożsamość. Jednakże to nie może uspokoić naszych ludzkich sumień, nas którzy przynajmniej moralnie zobowiązani jesteśmy do zachowania i pielęgnowania pamięci o ofiarach hitlerowskich zbrodni – przypomina nasz rozmówca.

I dodaje: – Taka „patriotyczna prowizorka” z jaką mamy do czynienia w przymajkowskim, przyfabrycznym lesie, daleka jest od oczekiwań krewnych ofiar niemieckiego ludobójstwa i wszystkich tych, mają obowiązek wciąż przypominać o tej okrutnej zbrodni sprzed ponad 70 lat

Zgromadzone przez lata materiały dotyczące okupacyjnego ludobójstwa n terenie „Hasagu”przechowuje w siedzibie AK- owskiego związku przy ul. Kościuszki w Skarżysku-Kamiennej. Oprócz materiałów pisanych, są wśród nich także skorodowanych łuski karabinowych pocisków, znalezionych w miejscach egzekucji. Śladów wojennych zbrodni w „Hsagu” poszukuje wśród strzępów szczątkowych informacji zawartych w historycznych opracowaniach, czy też wspomnieniach świadków, okupacyjnych, tragicznych zdarzeń…

– Zdążyłem, cieszy się – pan Jan. – Zdążyliśmy zarejestrować wspomnienia Tadeusza Miernika, sędziwego mieszkańca Majkowa, który zmarł w maju ubiegłego roku. Jako 11-letni chłopiec wielokrotnie był świadkiem niemieckich zbrodni na leśnych terenach zbrojeniowego zakładu. Zarejestrowane przez nas wspomnienia pana…, które nagraliśmy na miejscu krwawych okupacyjnych wydarzeń, są cenną bardzo relacją  – podkreśla Jan Wąsowski.

O konieczności upamiętnienia dyskutowano na ostatnim spotkaniu w szydłowieckim muzeum. Oprócz Jana Wąsowskiego uczestniczyli w nim: dyrektor muzeum, przedstawiciel „Mesko” i Leszek Steć z 13 Świętokrzyskiego Korpusu Polskich Drużyn Strzeleckich.

 

Doceniamy inicjatywę okolicznych mieszkańców

– Doceniamy inicjatywę okolicznych mieszkańców i starania pana Jana Wąsowskiego. Ale nie można opierać się jedynie, na relacji jednego świadka, zmarłego w ubiegłym roku Tadeusza Miernika. Dlatego na ostatnim spotkaniu, które niedawno odbyło się w siedzibie Muzeum im. Orła Białego, omawialiśmy strategię dalszego działania w kwestii upamiętnienia. Doszliśmy do wniosku, że potrzebna jest jakaś pomoc archeologiczna, żeby przebadać ten teren zwany dołami śmierci. Pani dyrektor muzeum zapowiedziała, że wystąpi w tej sprawie do IPN. Jeśli chodzi o konkretną formę upamiętnienia, to chcieliśmy ten teren wygrodzić żerdziami, odnowić tablicę na dawnym pomniku i utworzyć coś w rodzaju edukacyjnej ścieżki, przypominającej o tragicznych zdarzeniach z okresy niemieckiej okupacji – poinformował nas Tomasz Sztompke, szef marketinguw „Mesko”.

Z wstępnych informacji uzyskanych przez Jana Wąsowskiego w krakowskim IPN wynika, że takie badania archeologiczne są bardzo kosztowne, i póki co nie wiadomo kto miałby je sfinansować…  A poza tym, gdyby w końcu na nie się faktycznie zdecydowano, nie wiadomo czy kierownictwo „Mesko” ze względów bezpieczeństwa, zdecyduje się na „wpuszczenie” na ten teren archeologów…

Wprawdzie fabryczny las jest „rozgrodzony”, ale przed wstępem do niego nadal formalnie „bronią” ostrzegawcze tabliczki, że wejście tu –  „grozi śmiercią”… I nie jest to nadgorliwość szefostwa zakładu…

– Z tego co mi wiadomo, w dalszej części tego terenu, na nieodległym obszarze nadal odbywają się próbne, techniczne strzelania. Czy moje władze zezwolą na wchodzenie na ten teren archeologom?.. Myślę, że będziemy o tym bardziej szczegółowo rozmawiać, kiedy zapadnie formalna decyzja o konieczności podjęcia archeologicznych wykopalisk – stwierdził Tomasz Sztompke w rozmowie z naszą redakcją.

 

 

 

 

 

Marek Barański

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.