Mam tylko życzenie, żebyśmy się za szybko nie zestarzeli

flash Gorące tematy Kultura

Z.B: -Macie za sobą ponad tysiąc koncertów, setki tysiące przejechanych kilometrów,  wiem , że trudno jest zapamiętać wszystkie koncerty, ale może macie ten wyjątkowy,  który utkwił Wam w pamięci? Jakieś ciekawe wspomnienia z tras koncertowych?

 – To będzie najgorsza odpowiedź z możliwych, ale każdy koncert jest na swój sposób wyjątkowy. Już tłumaczę czemu.Wydawałoby się, że taka ilość koncertów zlewa się w jednorodną masę i nie sposób, po niewczasie, odróżnić jeden od drugiego. Ale większość jest zapamiętywalna w jakimś elemencie. O tym akurat decydują przeróżne czynniki. Raz jest to specyficzne miejsce, raz specyficzny właściciel, raz ochrona, raz ktoś z publiczności, raz jakieś zdarzenie w trakcie koncertu, innym razem zdarzenie w drodze na występ, a jeszcze innym razem pamięta się koncert przez pryzmat imprezy po. Jak tak siedzimy czasem i wspominamy te ponad tysiąc występów, to aż dziw bierze jakie człowiek rzeczy jest w stanie po kilkunastu latach z głowy wyciągnąć.

Z.B: -Kuba, będąc jeszcze uczeniem szkoły średniej, z powodzeniem grałeś piłkę w skarżyskiej lidze amatorskiej, czy dziś masz  choć chwilę , żeby „pokopać”,  czy interesujesz się sportem, jakiej drużynie kibicujesz?

 –Z czasem jest różnie, podobnie jak ze zdrowiem, ale póki mogę to gram w co się da. Fantazję mam dalej ułańską, tylko pokory więcej:). A jeśli chodzi o kibicowanie, to ja od urodzenia jestem visca chłopcem.

Z.B: -Razem z Klubem Semafor organizowaliście świetną imprezę Skarfest, która z roku na rok się rozrastała, dziś nikt już nie pamięta o tym , dlaczego Skarfest przestał być organizowany?

– Trzy edycje wystarczyły, żeby zorientować się na dobre, że bez pomocy miasta nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej. A miasto niechętnie pomagało. A szkoda, bo mamy przeświadczenie, że były możliwości zrobienia fajnego cyklu.

Z.B: –Kuba Kawalec, Łukasz Cegliński i Artur Telka, wszyscy pochodzicie ze Skarżyska, w  sezonie większość czasu spędzacie w trasie, jak często odwiedzasz rodzinne miasto? Czy z perspektywy czasu widać zmiany na lepsze w mieście?

– Do takich miast jak Skarżysko na pewno łatwiej się wraca kiedy ma się do nich sentyment. Ja mam sentyment i lubię tu wracać. Jetem tu kilka razy w roku. Mam tu rodzinę i fantastycznych ziomków. Jest gdzie pójść zjeść, jest gdzie się rozerwać, jest gdzie zabrać dzieciaki. Czy to lato czy zima jest co robić. Zmiany widać, chociażby estetyczne. Jak dla mnie na plus.

Z.B: -Na swoim koncie macie siedem płyt, każda z nich jest inna, każda bardzo dobrze przyjęta przez fanów,  to znaczy, że nie stoicie w miejscu, z roku na rok się rozwijacie. Nad  którą z płyt najlepiej Wam się pracowało?

  Trudno upierać się przy jednej, bo każda kolejna była osobną lekcją, osobną historią i niosła nowe doświadczenia. Na pewno mocno zapamiętamy nagrywanie „Ciepło/zimno”, kiedy to przez cały luty nie odpuszczały ponad dwudziestostopniowe mrozy. Ale nagrywanie w ogromnej stodole w Kawkowie na Warmii „Ciała obcego” też było wyjątkowe. W kilka dni zarejestrowaliśmy całość materiału grając wszyscy razem na tak zwaną „setkę”. Wtedy chyba najbardziej czuliśmy się nawzajem. Siebie, ale i materiał, instrumenty. Fantastyczny czas i miejsce. Trudno to opisać, panowała niesamowita atmosfera.

 – W przyszłym roku hapyssad wejdzie w „dorosłość”, zespół będzie miał 18 lat, to kawał czasu, czego byście sobie życzyli na tak piękny jubileusz?

 – Dorosłość jest fajna, tylko od 18-stki czas zaczyna przyspieszać w tempie geometrycznym. Mam więc tylko życzenie, żebyśmy się za szybko nie zestarzeli.

Z.B: – Blisko 18 lat na scenie, jednak trudno Was znaleźć w stacjach telewizyjnych, to jest Wasz wybór? Jesteście zapraszani do telewizji?

– W telewizji nie ma za wiele przestrzeni dla muzyki. Dzisiaj do telewizji idzie się raczej pokazać twarz, a nie treść. Telewizja nie ma nic wspólnego ani z muzyką ani z treścią w muzyce. Ale żeby oddać sprawiedliwość to zaproszeń nie mamy, a jak mamy to bardzo rzadko z nich korzystamy.

Z.B: – Wolicie grać koncerty plenerowe czy klubowe? Czy macie swoje ulubione miasta, w których lubicie grać?

–  Jest cała masa plusów i minusów, które ostatecznie równoważą koncerty klubowe i plenery. Koncerty klubowe, chociaż najczęściej duszne, głośne, męczące i niewygodne mają zazwyczaj niesamowitą energię. Publiczność jest jednorodna, kupuje bilet na twój występ i wie czego oczekuje, przez co kontakt z nią jest dużo łatwiejszy. Organizacyjnie są jednak mało przewidywalne, a finansowo obarczone są ryzykiem niepowodzenia w przypadku niskiej frekwencji. Koncerty plenerowe przeciwnie. Tutaj zewsząd panuje wygoda. Zazwyczaj jest dobry sprzęt nagłaśniający i oświetleniowy, dobra opieka socjalna nad zespołem, dobre warunki grania na dużych scenach. Czasem tylko jak śniegiem sypnie w maju to jest mało przyjemnie. No i czasami klimat koncertu psują karuzele, świecące konie, pompowane byki i ogólny skansen polski.

Z.B: – Zbliżają się święta wielkanocne,  jak spędzą je członkowie zespołu?.  Dziś, tradycja lanego poniedziałku upada, pamiętacie jak to było gdy byliście dziećmi.

–  Ja to zaraz marudzę, że kiedyś to było lepiej. Ciężko mnie od tego tetryczenia odciągnąć. No ale fakt jest taki, że kiedyś się w samych gaciach lało wodę z wiadra na całą dzielnicę. To znaczy, że było ciepło, albo człowiek przed zimnem nie pękał. A teraz na święta to śnieg leży i można się co najwyżej wodą święconą pochlapać, jak się komuś chce z domu ruszyć przed ołtarze. Mnie się ostatnio średnio chce, więc święta mam suche i spokojne.

Z.B:  Jakie plany na najbliższy sezon, nowa płyta, trasa koncertowa?

– W kwietniu ruszamy na obóz kompozycyjny. Potem gramy serię koncertów plenerowych i będziemy myśleć co z nową płytą. Wszystkiego dobrego.

Dziękuje bardzo za rozmowę

Rozmawiał Zbyszek Biber

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.